-
Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwie bestie.
Jedna jest pełna złości i nienawiści; drugą przepełnia miłość,
przebaczenie i pokój.
-
Która zwycięży?
-
Ten, którego karmię!*
Emocje
rządzą naszym życiem. To one właśnie nadają barw naszemu światu
powodując, że czujemy się w nim jak w niebie lub jak w piekle.
Najczęściej jesteśmy od nich uzależnieni, nie mamy nad nimi
kontroli i rzadko kiedy wiemy, która z nich złapie nas w swoje
szpony.
Wróć!
Emocje
nie mają szpon i nie są zdolne nikogo łapać w swoje sidła. To my
je łapiemy, wybieramy z umysłu i pozwalamy się im opętać. Tak,
tak. Jesteśmy spętani emocjami na własne życzenie i to my –
nikt inny – wiążemy kolejne supły we własnym (dla potrzeb
artykułu, nazwijmy go) „prywatnym umyśle”.
Obserwując
siebie od wewnątrz, po jakimś czasie (zależnym od indywidualnych
predyspozycji) zauważymy, że pomiędzy jedną a drugą myślą
(emocją) jawi się przed nami pustka. I znów dla potrzeb tej
krótkiej notatki nazwijmy ją „oceanem”, w którym zawarte są
wszystkie – wymieszane w każdy możliwy sposób – zjawiska. Ta
pustka nie jest żadnym bogiem ani osobą, nie jest czarna, biała,
ani przezroczysta; nie jest stała, ani zmienna i nawet nie można
powiedzieć, że istnieje, bo za tym określeniem idzie zbyt dużo
konotacji. Z całą pewnością też nie-nie istnieje. Najbliższym
określeniem jakie przychodzi mi do głowy jest - zawierająca w
sobie wszystko - przestrzeń, bez granic.
Ta
przestrzeń jest wszystkim tym, czym dysponujemy i z czego się
składamy. Gdyby się przyjrzeć z bliska i rozebrać na części,
można by zobaczyć pustkę właśnie. Czy to przedmioty, czy emocje
– powiększone i rozłożone na części są puste: nie istnieją
samodzielnie i nie wyglądają tak, jak widzimy je patrząc z
„prywatnej perspektywy”.
Co
to oznacza? Że tak samo jak nie jesteśmy naszą ręką, nogą czy
sercem, nie jesteśmy naszymi wspomnieniami, emocjami czy myślami.
Wszystko złożone w czasie i sklejone przez nas samych tworzy nasze
„ego”, któremu wydaje się być kimś innym od pozostałych. Tak
naprawdę jest to bardzo złudne, ponieważ myśli, emocje i
wspomnienia są zmienne, a „my sami” zmieniamy się w zależności
od nich – bo się z nich składamy. I mimo że w każdej chwili
jesteśmy jakby kimś innym wierzymy, że jesteśmy ciągle tymi
samymi osobnikami.
Najlepiej
widać to na przykładzie snu lub odległej przeszłości. Gdy
mieliśmy – powiedzmy – trzy lata, nie byliśmy kimś innym ani
tym samym. Prawie nikt z nas nie pamięta niczego z tego okresu, a
jednak uważamy, że to my. W zasadzie „trzyletni-my” umarliśmy,
a teraz jesteśmy czymś w rodzaju inkarnacji. To kim się staliśmy,
wynika z wcześniejszych doświadczeń, których jednak nie pamiętamy
i nie zdajemy sobie z nich sprawy. Na tym to właśnie polega.
Wyzwolenie
się z emocji jest bardzo trudne, ale możliwe. Nie oznacza ono, że
powinniśmy przestać myśleć – to ideał kamienia. A my jesteśmy
ludźmi i myśleć powinniśmy. Chodzi o to, żeby nie łapać tego,
co krąży nam „w głowie”. Tak naprawdę myśli krążą w
umyśle, a my jesteśmy jak odbiorniki radiowe. Te same myśli i
emocje, mogą być schwytane przez różne osoby – nie należy tego
robić. Lepiej jest obserwować to, co się pojawia tak, jak robimy
to z chmurami na niebie, dopóki nie zaczniemy ich interpretować.
Nie interpretujmy więc myśli. Ignorowane nie mają nad nami żadnej
mocy. Gdy się tego nauczymy, wyzwolimy się z emocji, co jak widać,
nie oznacza, że staniemy się nieczuli. Wręcz przeciwnie –
będziemy mogli skuteczniej pomagać innym.
To
o czym piszę jest trudne, ale możliwe do osiągnięcia. Pierwszym
krokiem na jaki trzeba się zdobyć, jest zaprzestanie karmienia
przytoczonych powyżej „bestii”. To też nie jest proste -
większość z nas musi początkowo unikać sytuacji, które powodują
pojawienie się potworów. Ich nie da się oswoić, bo one nie
istnieją. To my nadajemy im kształt i moc, tak jak czynimy to
interpretując chmury na niebie. Gdy to zrozumiemy, niezależnie od
ich ilości, nie wyrządzą nam żadnej krzywdy, bo będą
bezkształtnymi, krążącymi swobodnie po umyśle, pojawiającymi
się i znikającymi, zmiennymi tworami.
_____________
* skrócona przypowieść nieznanego autora.

Mogą Cię zainteresować te dwie książki :) http://ksiegarnia.pwn.pl/Inteligencja-emocjonalna,68423512,p.html
OdpowiedzUsuńhttp://ksiegarnia.pwn.pl/Dynamika-emocji,68456681,p.html
Już Marek Aureliusz powiedział ( a dawno to było), że "życie jest takim, jakim uczyniły je nasze myśli".
OdpowiedzUsuńI wiesz co Fryku, zgadzam się z nim i z autorem cytowanej przez Ciebie przypowieści. Może nie do końca, ale w pewnej części.
Dlaczego nie do końca? Bo czym byśmy byli, gdyby pozbawić nas myślenia (pozytywnego czy nie)? Cały pic chyba polega na tym, byśmy to my panowali nad myśleniem, a nie ono nad nami. Podobnie z "bestiami": i wyzłościć się trzeba umieć i miłować. Czasem trzeba zejść do "piekła" , bo chociaż nie jestem swoją nogą, to czym ta noga jest beze mnie?
Chyba za bardzo nie spłyciłam tematu Twojego Słowa na niedzielę ... ;)